| | Morderstwa, haracze i mafijne pożyczki. W arabskich miastach Izraela przestępczość zorganizowana stworzyła równoległe państwo, a wykrywalność zabójstw szoruje po dnie. Mieszkańcy bezsilnie pytają o reakcję policji, podczas gdy bilans ofiar znów zmierza do tragicznego rekordu.
O poranku w Shfaram, arabskim mieście na północy Izraela, niedaleko Hajfy, mężczyzna po sześćdziesiątce siedział w swoim samochodzie, gdy padły strzały. Został zabity z bliskiej odległości. Ratownicy, którzy przyjechali na miejsce, mogli już tylko stwierdzić jego zgon.
Samochód stał w pobliżu stacji benzynowej. Policja sprawdza, czy zabójstwo może mieć związek z wieloletnim konfliktem między dwiema rodzinami. Według izraelskich mediów spór ten w ostatnich latach pochłonął już dziesiątki ofiar. Nie wiadomo jeszcze, kto pociągnął za spust. Jeśli śledczym uda się potwierdzić rodzinny konflikt jako motyw i ustalić sprawców, będzie to kolejna odsłona przemocy, która od lat pozostaje jednym z największych problemów arabskiej społeczności Izraela.
Problemem jest jednak nie tylko liczba zabójstw, lecz także ich wykrywalność. Według danych Knesetu oraz Centrum Elaf na rzecz Rozwoju Bezpieczeństwa w Społeczeństwie Arabskim izraelska policja rozwiązuje około 15 proc. zabójstw w społecznościach arabskich, podczas gdy w społeczności żydowskiej odsetek ten sięga 65 proc. Ta różnica rodzi pytanie nie tylko o sprawców, ale również o skuteczność państwa w ochronie mieszkańców arabskich miast.
Według organizacji The Abraham Initiatives, która monitoruje zabójstwa w arabskiej społeczności Izraela, mężczyzna z Shfaram był 161. ofiarą zabójstwa w tej społeczności od początku 2026 r. Licznik rośnie w momencie, gdy izraelska policja przekonuje, że sytuacja zaczyna się poprawiać. Zaledwie kilka dni wcześniej jej szef, Daniel Levy, mówił o "dramatycznym spadku" liczby morderstw.
– Obserwujemy spadek liczby strzelanin w społeczeństwie arabskim – miesięczna liczba morderstw drastycznie spadła. To najlepsze wyniki w ciągu ostatnich pięciu lat – mówił podczas konferencji oficer. Statystyki pokazują jednak bardziej skomplikowany obraz. Rok 2025 zakończył się rekordową liczbą 252 zabójstw wśród Arabów w Izraelu. Według danych przywoływanych przez izraelskie media rok 2026 już teraz zmierza w stronę kolejnego tragicznego rekordu.
W całym Izraelu od początku roku zginęło 188 osób, z czego 161 to Palestyńczycy będący obywatelami Izraela. Stanowią oni około 21 proc. ludności kraju. Za tymi liczbami kryją się lokalne konflikty, porachunki rodzinne, działalność organizacji przestępczych i nielegalna broń. Dla mieszkańców arabskich miast kolejne strzelaniny stają się częścią codzienności.
"Mogą cię zabić wszędzie"
Jedną z ofiar tej przemocy był 15-letni Nabil Safiya. W listopadzie 2025 r. zrobił sobie przerwę w nauce do egzaminu z biologii, żeby spotkać się z kuzynem w pizzerii. W pewnym momencie obok przejechał uzbrojony mężczyzna na motocyklu i oddał strzał. Kula trafiła siedzącego w czarnym Renault Nabila. Chłopiec zginął. Policja później określiła strzelaninę jako pomyłkę.
Śmierć 15-latka wstrząsnęła jego rodzinnym miastem Kafr Yasif, które od dawna zmaga się z przemocą gangów i waśniami rodzinnymi. – Nie ma już ustalonego czasu strzelaniny. Mogą cię zabić w szkole, mogą cię zabić na ulicy, mogą cię zabić na stadionie piłkarskim – powiedział ojciec Nabila, Ashraf Safiya.
Po zabójstwie Nabila mieszkańcy wyszli na ulice. Studenci zbojkotowali zajęcia, a rodzina Safiya zamieniła swój dom w miejsce pamięci, wypełnione zdjęciami i plakatami chłopca.
"Jedno prawo dla Żydów, inne dla Palestyńczyków"
Przemoc nękająca arabską mniejszość Izraela stała się – zdaniem aktywistów – częścią codziennego życia. Tysiące ludzi maszerowały w Tel Awiwie, domagając się od władz zdecydowanych działań. W społecznościach arabskich dochodziło również do strajków, podczas których zamykano sklepy i szkoły.
– Istnieje prawo dla społeczeństwa żydowskiego i inne dla społeczeństwa palestyńskiego – powiedział Ghassan Munayyer, aktywista polityczny z Lod, miasta o mieszanej populacji, podczas jednego z protestów. Palestyńscy przywódcy miejscy i aktywiści od lat oskarżają izraelską policję o bezczynność. Ich zdaniem państwo nie reaguje wystarczająco zdecydowanie na rozwój zorganizowanej przestępczości.
Izraelscy urzędnicy i policja wskazują natomiast na wewnętrzne konflikty gangów i rodzinne porachunki. Krytycy władz mówią o wykluczeniu ekonomicznym, nierównym egzekwowaniu prawa i marginalizacji politycznej. Ich zdaniem czynniki te pozwoliły grupom przestępczym umocnić pozycję i przejąć kontrolę nad częścią codziennego życia palestyńskich społeczności w Izraelu.
Przestępczość, która zaczyna przypominać równoległe państwo
Według danych cytowanych przez "Haaretz" wskaźnik morderstw w palestyńskich społecznościach Izraela wzrósł z 4,9 na 100 tys. mieszkańców w 2020 r. do około 11 na 100 tys. Wysokość tego wskaźnika porównywano do poziomu notowanego w Sudanie i Iraku. Dla porównania, wskaźnik zabójstw w społeczności żydowskiej w Izraelu wynosił około 0,6 na 100 tys.
Wzrostu nie można w całości przypisać obecnemu rządowi. Benjamin Netanjahu był premierem również w 2020 r., gdy wskaźnik był znacznie niższy. Krytycy twierdzą jednak, że wejście do rządu skrajnie prawicowych polityków takich jak minister bezpieczeństwa narodowego Itamar Ben-Gwir czy minister finansów Bezalel Smotrich przyczyniło się do pogłębienia problemu.
Przestępczość zorganizowana zaczęła też wkraczać w kolejne obszary życia. Jednym z nich jest rynek pożyczek. Badania cytowane w raporcie wskazują, że jedynie około 2 proc. kredytów hipotecznych udzielanych w Izraelu trafia do obywateli palestyńskich, mimo że stanowią oni ponad 21 proc. populacji. Oddziały banków są w przeważającej mierze skoncentrowane na terenach żydowskich, podczas gdy w palestyńskich miastach często brakuje podstawowych usług finansowych. Mieszkańcy szukają więc pieniędzy w nieformalnych kanałach.
Tam czekają na nich rodziny przestępcze, oferujące pożyczki z miesięcznym oprocentowaniem sięgającym 10–20 proc. Pożyczki zaciągane są na różne cele – od alimentów czy kaucji za aresztowane dziecko po spadek, który rodzina chce zachować, a czasem także na hazard czy zakup samochodu. Z czasem niewielki dług może urosnąć do milionów szekli. Pożyczkobiorcy, którzy przestają spłacać raty, mogą stać się ofiarami gróźb, wymuszeń i ataków z użyciem broni. Przemoc dotyka nie tylko konkretnej osoby, ale także jej rodziny i majątku.
Przypadki udokumentowane przez The New Arab pokazują, jak niewielkie pożyczki mogą przerodzić się w wielomilionowe długi, wpędzając całe rodziny w długotrwały cykl zadłużenia i przemocy. W ten sposób gangi zaczęły pełnić funkcję swoistego równoległego systemu finansowego w społecznościach, w których poziom ubóstwa pozostaje wysoki. Według danych z 2025 r. 37,6 proc. arabskich rodzin żyło poniżej granicy ubóstwa.
"Khawa" – haracz za spokój
W ostatnich dwóch latach rozpowszechniła się również forma przestępczości znana jako "khawa" – lokalny rodzaj haraczu. Właściciele firm i wysoko zarabiający pracownicy płacą gangom pieniądze w zamian za "ochronę". Jeśli odmawiają, ich sklepy lub domy mogą zostać ostrzelane. Dla przedsiębiorców oznacza to nie tylko dodatkowe obciążenie finansowe, ale przede wszystkim strach o własne rodziny.
Jednym z symboli protestów stał się właściciel piekarni w galilejskim mieście Sachnin, który odmówił płacenia khawy i zamknął swój lokal. Wkrótce dołączyli do niego inni przedsiębiorcy. Dla wielu z nich opłata przestała być "kosztem ochrony". Stała się udziałem w systemie, który – zdaniem krytyków – zaczął przypominać równoległą gospodarkę kontrolowaną przez grupy przestępcze.
Rawya Handaklo, dyrektorka Centrum Elaf ds. Promocji Bezpieczeństwa w Społeczeństwie Arabskim, uważa, że skala problemu jest znacznie większa, niż pokazują statystyki zabójstw. – Wzrost przestępczości zorganizowanej wśród Palestyńczyków w Izraelu wskazuje na brak izraelskich instytucji i ich całkowitą porażkę – powiedziała.
Jak wyjaśniła, "to, co obserwujemy w kontekście eskalacji przestępczości zorganizowanej, stanowi wierzchołek góry lodowej kontroli tych gangów nad wszystkimi aspektami życia, instytucjami i władzami lokalnymi w miastach, miasteczkach i wsiach". Jej zdaniem przestępczość nie ogranicza się już do palestyńskich wiosek i miast.
– Nie ograniczają się już do palestyńskich wiosek, miast i miasteczek w Izraelu, ale obecnie występują w miastach mieszanych, takich jak Hajfa i Jafa, co wskazuje na brak odstraszania ze strony władz izraelskich – mówiła Handaklo. Zwróciła również uwagę na eskalację przemocy i coraz częstsze wykorzystywanie ciężkiej broni. Jej zdaniem wzrost użycia bomb samochodowych, dronów i rakiet jest związany z szerszym napływem tego rodzaju broni po ataku z 7 października 2023 r.
"Gangi stały się bankami"
Jafar Farah, dyrektor Centrum Praw Człowieka Mossawa w Hajfie, idzie jeszcze dalej. Uważa, że przestępczość zorganizowana stała się "środkiem, za pomocą którego rząd Izraela może kontrolować i osłabiać społeczeństwo palestyńskie". Jego zdaniem dzieje się tak "w świetle braku ścigania tych gangów przez władze Izraela oraz ich pobłażliwego podejścia do sprzedaży broni i materiałów wybuchowych z izraelskich baz wojskowych".
Farah twierdzi, że gangi kontrolują "rynek broni i narkotyków oraz czarny rynek, a także udzielają pożyczek Palestyńczykom". – Stały się bankami udzielającymi pożyczek Palestyńczykom, biorąc pod uwagę niechęć dużych izraelskich banków do tego typu działań – powiedział.
Według Faraha "ponad 65 proc. studentów to dziewczęta, a duża liczba młodych mężczyzn dołączyła do gangów przestępczych". Jego zdaniem wiąże się to m.in. z "brakiem instytucji kształcenia zawodowego dla młodych ludzi, które przygotowywałyby ich do wejścia na rynek pracy".
Farah twierdzi również, że 60 proc. więźniów kryminalnych w Izraelu to Palestyńczycy i że "te więzienia pracują nad ich resocjalizacją za przynależność do gangów przestępczych". Uważa też, że Izrael "nie tylko zakazał działalności cywilnych komitetów pokojowych, które pracowały nad rozwiązaniem problemów między Palestyńczykami i zapobiegły przekształceniu się ich w przejawy przemocy, ale także nie podejmuje działań mających na celu zwalczanie tych gangów".
"Rozmawiamy o tym od 10 lat"
Zabójstwa stały się jednym z głównych tematów palestyńskich partii politycznych w Izraelu. Kolejne rządy obiecywały ograniczenie rozlewu krwi, jednak problem nie zniknął. Politycy i aktywiści mówią o wybiórczym egzekwowaniu prawa i bezczynności policji. – Rozmawiamy o tym od 10 lat – powiedziała członkini Knesetu Aida Touma-Suleiman.
Określiła działania policji w społecznościach palestyńskich jako "karę zbiorową". Zwróciła uwagę, że gdy ofiarami przemocy padają Żydzi, policja często ustawia blokady drogowe w sąsiednich palestyńskich miastach, wysyła na miejsce duże siły i przeprowadza masowe aresztowania podejrzanych.
– Jedyną stroną, która może rozbić mafię, jest państwo, a państwo nie robi nic poza tym, że pozwala (przestępcom zorganizowanym) zrozumieć, że mogą robić, co im się podoba – powiedziała Touma-Suleiman. I właśnie tutaj wraca pytanie, które pojawia się po każdym kolejnym zabójstwie. Dla mieszkańców arabskich miast problemem nie jest już tylko to, że gangi posiadają broń.
Coraz częściej są postrzegane jako siła, która może narzucać swoje zasady, pożyczać pieniądze, pobierać haracze i rozstrzygać konflikty – podczas gdy państwo, które powinno zapewniać bezpieczeństwo, pozostaje w oczach części mieszkańców zbyt daleko.
Przedruk - Tomasz Skowronek
| | | |
|